Plateau – Projekt Grechuta.

Jakiś czas temu widziałam koncert w telewizji i przyznam, że byłam zauroczona. Ciekawe i odważne aranżacje, zaskakująca interpretacja utworów. I oto nadarzyła się okazja, by wysłuchać Projektu na żywo.
Przyznam, że niechętnie wybierałam się na koncert, bo jakoś Grechuta, to nie ten artysta, którego utwory daje się słuchać i przezywać na masowej imprezie.
A jednak.

Wraz z Plateau pojawili się zaproszeni goście – Martyna Jakubowicz, Krzysztof Kiljański i Janusz „Yanina”
Iwański, przyjaciel zmarłego niedawno muzyka – Marka Jackowskiego, często przywoływanego na koncercie. Myli się ten, kto przypuszcza, że na koncercie było łzawo. Nic z tych rzeczy. Zabawa była przednia, a wokalista zespołu – konferansjer i wodzirej w jednym, przechodził sam siebie.

Atmosfera ciepła, choć wieczór był chłodny, publiczność rozśpiewana, piosenki Grechuty zna przecież każdy. No i  doskonale sprawdzający się także w roli dyrygenta wokalista – Michał Szulim.
Koncert  w amfiteatrze zdecydowanie skromniejszy niż w Fabryce Trzciny, sprawiający wrażenie improwizacji, niczego nie stracił na atrakcyjności, powiedziałabym – zyskał. Miłą, sympatyczną atmosferę.
Jeżeli gdzieś w Wasze okolice zawita Plateau, koniecznie musicie pójść na koncert , atmosfera iście rodzinna. No i okazja do osobistego kontaktu z artystami, kupienia płyt, zdobycia autografu. Namawiam gorąco, bo i ja tam byłam,
świetnie się bawiłam
i płytę kupiłam 😉

Okładka płyty i intro strony zespołu Plato. Klikać należy TU 😉
Reklamy

Ksiądz Groser przybył

Dotarła do mnie przesyłka z trylogią o księdzu Groserze z wydawnictwa Znak i S-ka . Ucieszyłam się, bo po lekturze „Jezusa z Judenfeldu” Jana Grzegorczyka obiecałam sobie, że trylogię czytać będę na pewno, ale nie spodziewałam się, że za sprawą wydawnictwa.  To naprawdę miła niespodzianka.

Niestety, poczta się nie spisała. Uszkodzenia aż nazbyt widoczne. Nie raz musiała przesyłka wylądować na podłodze. Szkoda, bo to ból dla każdego, kto kocha książki.

Szkielet bez palców – Jerzy Edigey

30.
Jerzy Edigey – Szkielet bez palców
Seria Ewa wzywa 07; z. 3
Wydawnictwo Iskry
Rok wydania 1969
okładka

Z okładki:
„Kto i dlaczego zamordował człowieka, z którego pozostał tylko szkielet bez palców?

…Jeżeli milicja podejrzewa zbrodnię, puszcza w ruch całą skomplikowaną machinę śledztwa. Z drobnych poszlak wiąże się mocna sieć, w którą w końcu wpada morderca, i to niejednokrotnie po wielu, wielu latach od chwili popełnienia przestępstwa. Nie ma bowiem przestępstw doskonałych, są jedynie chwilowo niewykryte.”

W ruinach wypalonego domu we Wrocławiu, robotnicy znajdują szkielet człowieka. Dziwny, bo bez palców. Początkowo milicja podejrzewa, że jest szkielet człowieka, który zginął podczas wojny. I pewnie stanęłoby na tym, gdyby nie dociekliwość majora Krzyżewskiego. Badania wskazują na to, że szkielet jest całkiem współczesny. Szczątki pochodzą sprzed dwóch – czterech lat. I tak, jak na okładce książki napisano, rusza skomplikowana machina śledztwa. Czy nikt tego człowieka nie szukał?

I tu autor raczy nas wykładem na temat zaginięć, bo zagięcie to trudny przypadek. Nie radzą sobie z tym policje europejskie, nie radzi sobie z tym policja amerykańska. W Stanach ginie bez wieści 20 tysięcy ludzi. W Polsce – zaledwie 10 osób dziennie, ale wykrywalność tych przypadków to aż 95%, więc zaginięć w Polsce, nie można nazwać problemem masowym.. Rzadko się zdarza, że nieznane są losy zaginionego człowieka.
I tak clou zawartości książki stanowią zagadnienie ważkie: metody pracy polskiej milicji, statystyki związane z jej pracą. Wątek kryminalny jest tylko przyczynkiem do etosu niezawodności peerelowskich organów ścigania. Ale zapewniam, nie jest nudno. Żmudna praca policji – „szkiełkiem i okiem” bez nowoczesnych metod badania DNA, bez komputerowych baz danych, wciąga, intryguje, bo prostymi metodami można osiągnąć wszystko. Wystarczy niebieski samochodzik i inteligencja. No i koniecznie na okrasę femme fatale.

Książka przeczytana w ramach wyzwań:
Czytamy ksiązki wydane przed rokiem 1990
Czytamy serie wydawnicze
Kapitan Żbik na topie czyli czytamy polskie kryminały
Polacy nie gęsi
Wyzwanie miejskie

Baza Recenzji Syndykatu Zbrodni

"Wyspa z mgły i kamienia" Magdaleny Kawki – propozycja letniej lektury Wydawnictwa MG

Wyspa z mgły i kamienia – Magdalena Kawka
Wydawnictwo MG
Premiera 31 lipiec 2013

Wyspa z mgły i kamienia to przepiękna opowieść o tym, że w każdym momencie można uwierzyć w siebie i odmienić los, przeżywając w dodatku niezwykłą przygodę. Julia dzięki swej determinacji trafi na Kretę, gdzie rozpocznie zupełnie nowe życie.




Przez całe lata bała się, że nie da rady wykonać zadań, które sama na siebie nałożyła. Starała się być dla swoich córek jednocześnie matką i ojcem. Każdego ranka myślała jedynie o tym, żeby nikt nie umarł na jej dyżurze. I jeszcze, żeby dziewczynki były szczęśliwe. To wypełniało po brzegi dni i noce.
Kiedy dzieci dorosły, uświadomiła sobie, że w powtarzalnej, banalnej codzienności zgubiła coś bardzo ważnego – samą siebie. Że zapomniała o marzeniach. I postanowiła o nie walczyć. Przeniosła się na cichą kreteńską wieś, aby żyć, robiąc to wszystko, na co nigdy nie miała czasu. Nie podejrzewała, że cisza może oznaczać nadejście burzy i że zaczyna się dla niej życie pełne emocji i niebezpieczeństw. Prawdziwe życie, które ani przez chwilę nie wywoła u niej lęku.


Bajka dla dorosłych? Być może, ale jakże przyjemnie się w niej zanurzyć i przypomnieć sobie, że świat należy do odważnych.   


Magdalena Kawka – z wykształcenia socjolog, z zamiłowania pisarz, z upodobania wolny strzelec. Szczęśliwa, że z tych klocków udało się zbudować spójną przestrzeń. Jest autorką poradnika dla rodziców Przygody Kosmatka kilkulatka. Ponadto spod jej pióra wyszły: Sztuka latania, Alicja w krainie konieczności oraz Rzeka zimna.
Laureatka nagrody głównej pierwszej edycji konkursu „Piórem i pazurem” 

w 2012 r.

( materiały wydawnictwa MG)



Co to było za dziecko… – Jan Żabiński

29.
Jan Żabiński – Co to było za dziecko
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Rok wydania 1960
Ilość stron 156
foto źródło

Ta książka dotyczy głównie wspomnień z dzieciństwa. Zawiera siedem opowiadań, w których autor snuje opowieść o rodzinie, wczesnej edukacji szkolnej, pasjach, studiach.
Nic z tej opowiastki nie wskazuje na to, że autor to człowiek o niebanalnej biografii i bardzo rozległych zainteresowaniach. Jego życiorys z powodzeniem może stanowić kanwę  interesującej powieści,  a jego działalność podczas wojny na rzecz Żydów jest znana i doceniana na całym świecie. Przez warszawskie zoo przewinęły się setki uciekinierów z warszawskiego getta. Tu, w warszawskim zoo, Żydzi mogli liczyć na pomoc i wsparcie ze strony państwa Żabińskich. W 1965 roku Żabińscy uhonorowani zostali za swą działalność tytułem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.
Po wojnie oddał się Jan Żabiński popularyzacji nauki, prowadził pogadanki w radiu, był ulubieńcem słuchaczy.
Jakim był pisarzem? Nie wiem, bo to pierwsza książka Jana Żabińskiego, jaką przeczytałam, choć napisał ich wiele. I ta książka, niestety, nie przypadła mi do gustu. Jest nierówna. Wspaniałe są fragmenty dotyczące życia w domu państwa Żabińskich, ale zupełnie mnie zaskoczyły upodobania Jana Żabińskiego do polowań. Zastrzelić myszołowa?! I nie był to wypadek odosobniony, bo potem w pracy w zoo zasadzał się na wrony. A ja lubię wrony…

Los im dolę zgotował nieletką;
Cienką gałąź i marne poletko,
Czarne toto i w ziemi się dłubie
– a ja je lubię.

…że za Młynarskim powtórzę.

Chwalić Boga, że Żabiński do polowań talentu nie miał, a kiedy skradał się ze strzelbą, by strzelać do wron, one wyczuwały jego zamiary z daleka. Na nic zdało się skrywanie strzelby pod płaszczem. Wiały na inne drzewa, by potem wrócić i wyjadać „z talerza” rezydentów zoo.

„Co to było za dziecko…” jest adresowane do młodego czytelnika, a ja nie bardzo już pamiętam upodobania z młodości. Może młody czytelnik inaczej odbierze te opowieści? Chociaż, panie Żabiński, z opisem swoich snów, to pan przesadził. Najeżam się, kiedy słyszę: A wiesz, śniło mi się…
Książkę, mimo moich utyskiwań, polecam, bo było, nie było, jest to cenne źródło  informacji o człowieku, który wiódł życie fascynujące i pożyteczne, pełne empatii dla zwierząt (wybaczam mu te wrony) i dla ludzi.

I słów parę jeszcze na koniec:
Dotarłam do książki Diane Ackerman – Azyl. Opowieść o Żydach ukrywanych w warszawski ZOO.
Brnę z trudem, bowiem styl pani Ackerman jest tak gęsty, że z trudem przedzieram się przez słowne chaszcze. Nie wiem, czy wytrwam.

Kapitan Żbik na topie czyli czerwcowe śledztwa za nami

Czerwiec minął niepostrzeżenie i znów przyszła pora na podsumowanie wyzwania. W minionym miesiącu kryminalnie zaszalało 13 uczestniczek wyzwania, przeczytałyśmy wspólnie 25 książek, prawie po dwie na głowę, a więc zdecydowanie pobiłyśmy statystycznego Polaka.
 A oto nasze podium:
1 miejsce z czterema książkami – Melania
2 miejsce po trzy książki            – Anetapzn
                                                – Honorata 
                                                – Książkowe zauroczenie 
                                                – Wiki

Trzecie miejsce należy się oczywiście pozostałym czytelniczkom bez względu na ilość przeczytanych książek, bo najważniejsza jest wspólna zabawa – zabawa z polskimi kryminałami. Co to za kryminały?  Szczegóły z czerwcowej edycji można znaleźć w  „Czerwcowej edycji wyzwania z kapitanem Żbikiem” i  zakładkach  „Czytamy polskie kryminały – wyzwanie” oraz „Kryminały polskie ze żbikowego wyzwania”.

A oto alfabetyczna  lista czerwcowych kryminałów:
Błysk rewolwru – Wisława Szymborska
Crimen – Józef Hen
Długi weekend – Wiktor Hagen 
Farma lalek – Wojciech Chmielarz
Hotel Zaświat – Przemysław Borkowski
Kanalia – Paweł Pollak
Kłamca – Tomasz Białkowski
Kra kra krakowski kryminał – Paweł Oksanowicz
Krokodyl z kraju Karoliny – Joanna Chmielewska
Król Tyru – Tomasz Białkowski
Morze Niegościnne – Jakub Szamałek
Romański krzyż – Kazimierz Sławiński
Sejf – Tomasz Sekielski
Starsza pani wnika – Anna Fryczkowska
Szatan z siódmej klasy – Kornel Makuszyński
Szkielet bez palców – Jerzy Edigey – recenzja do napisania
Śmierć mówi w moim imieniu – Joe Alex
Śmierć w Breslau – Marek Krajewski
W kajdankach namiętności – Piotr Kołodziejczak
Wieczorny seans – Krzysztof Beśka
Wszystko czerwone – Joanna Chmielewska

Zabójczy spadek uczuć – Gacek& Szczepańska
Zbrodnia doskonała – Jan Wróbel
Zbrodnia w błękicie – Katarzyna Kwiatkowska

Ziarno prawdy – Zygmunt Miłoszewski
Złota czasza księcia Bogusława – Tadeusz Lembowicz

Złoty wilk – Bartłomiej Rychter


Uczestniczkom serdecznie dziękuję za udział w czerwcowym wyzwaniu i zapraszam na lipcową edycję.I tu niespodzianka. Do przeczytanych w lipcu książek można będzie dołączyć linki książek przeczytanych wcześniej, ale książka musi spełniać warunek – musi posiadać tytuł z kolorem. W czerwcu pojawiło się w wyzwaniu parę takich książek: Wszystko czerwone, Zbrodnia w błękicie, Złota czasza księcia Bogusława i Złoty wilk. Mam nadzieję, że autorki recenzji do powyższych tytułów mają jeszcze coś kolorowego w zanadrzu, jeśli nie, to może inny kryminał polski warty polecenia? Zapraszam zatem do lipcowej edycji.

Dopisek:
Pomysły na kolorowe kryminały mile widziane

Lipcowe lektury:
Wiki 
Ymar – Magdalena Maria Kałużyńska
monotema
Zielony trabant – Gacek&Szczepańska
Szkielet bez palców  Jerzy Edigey

W pajęczynie mroku – Mary Higgins Clark

28.
Mary Higgins Clark – W pajęczynie mroku
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Rok wydania 2004
ISBN 83-7337-752-2
Ilość stron 200
okładka i opis

Opis wydawcy
Przeszło dwa lata po tym, jak schwytano go wybiegającego z mieszkania, w którym pozostał trup zamordowanej Niny Peterson, Ronald Thompson ma zostać stracony. Choć nigdy nie przyznał się do zbrodni, oprócz matki nikt nie wątpi w jego winę. Kontrowersje budzi natomiast sam problem kary śmierci; jej przeciwniczką jest młoda pisarka Sharon Martin, natomiast kochający ją z wzajemnością Steve Peterson, mąż zamordowanej kobiety i ojciec siedmioletniego Neila, przychyla się do opinii zwolenników przeprowadzenia egzekucji. Jest jednak jeszcze ktoś, kto doskonale wie, że Ronald jest niewinny. Ktoś, kto planuje następne morderstwo…

Rzadko korzystam z opisów wydawcy, ale tym razem musiałam. Książkę czytałam jakiś czas temu i z żalem przyznam, że książka w pamięć mi nie zapadła. Nie to, że książka kiepska, bo dla fanów kryminałów zapewne byłaby to rozrywka przednia, bo jak sobie przypominam, też czytałam chętnie, od książki oderwać się nie mogłam, bo pisała ją wszak „mistrzyni suspensu”.  Akcja biegła wartko, a jej zawieszanie w najbardziej fascynujących momentach, wzbudzało we ciekawość, a nawet zniecierpliwienie.  Pozytywne zniecierpliwienie. 

Zapewne arcydzieło gatunku to nie jest, ale rozrywka wakacyjna – na  pewno. Parę książek pani Clark już sobie przygotowałam i zapewne w upalne, leniwe dni będą stanowiły całkiem znośną rozrywkę. Taka mam nadzieję.  


Prowincja pełna smaków – Katarzyna Enerlich

27.
Katarzyna Enerlich – Prowincja pełna smaków
Wydawnictwo MG
Rok wydania 2013
ISBN 978-83-7779-123-3
Ilość stron 249
okładka

Nie nadążam z pisaniem. Czytam ale z pisaniem zalegam. Leży więc lista książek przeczytanych przede mną i upomina się o moją uwagę.
Dziś zatem będzie  o „Prowincji pełnej smaków” Katarzyny Enerlich. Katarzyny z Mrągowa. Zestaw „prowincjonalnych” książek posiadam od dawna, ale jakoś nie mogły się doczekać mojej uwagi. I oto dotarły do mnie „Smaki” z wydawnictwa MG i cykl zaczęłam czytać od końca. Oj szkoda, że  czytanie „Prowincji” odkładałam na czas nieokreślony, bo to przecież książki o regionie, w którym przyszło mi mieszkać i które ogromnie lubię. Kiedyś były to książki Turkowskiego i Paukszty. Dziś urokliwe Mazury opisuje Katarzyna Enerlich.

Życie Ludmiły, bohaterki opowieści, związane jest z Mrągowem, miasteczkiem na Mazurach. Tu mieszka, pracuje, uprawia przydomowy ogródek, pisze książkę i opiekuje się córką. Rozstaje się z mężem, ale stara się, by ich kontakty były poprawne, pozbawione niechęci. Mają przecież córkę. Stara się tez ułożyć na nowo życie. Kocha i jest kochana. I tyle fabuły, bo fabuła książki jest tylko pretekstem do opowieści o Mazurach – o przyrodzie, barwach, smakach, ludziach, ich burzliwej przeszłości, ale i tradycjach, o skomplikowanych relacjach polsko-niemieckich.

Zastanawiałam się, co mnie w tej książce urzekło? Nie fabuła, nie dzieje Ludmiły, a klimat . Ciepło, spokój płynący z kart książki. Celowo nie używam określenia powieść, bo chyba nie powieść to, a raczej…recepta na szczęście.  Stabilne życie , przydomowy ogródek, dobre jedzenie z własnej kuchni, grzybobranie, dobre stosunki z bliźnimi – to stanowi treść mazurskiej opowieści. W niej splata się fikcja i autentyczne wydarzenia, współczesność i historia. I jestem pewna, drogi czytelniku, że jeśli wstąpisz na mrągowski ryneczek, spotkasz na pewno Ludmiłę kupującą truskawki, wszak sezon w pełni.
Polecam, bo książka warta uwagi.

Leśniczówka Pranie

Za książkę dziękuję Wydawnictwu MG

Przeczytane w ramach wyzwania:
– Polacy nie gęsi

Riko i my. O kotach, ludziach, przyjaźni i zaufaniu – Joanna Chełstowska, Ludwik Kozłowski

26.
J. Chełstowska, Ludwik Kozłowski – Riko i my
Wydawnictwo Pierwsze
Rok wydania 2013
Ilość stron – 223

Na okładce wojowniczy kot z marsową miną. Nie jest to tytułowy Rico, choć dla mnie –  jest, bo dopiero po przeczytaniu książki zaczęłam doczytywać, kto do okładki pozował. Okazało, że to Doka z hodowli Suberian Dream.  Kiedy otrzymałam propozycję recenzji książki nie wahałam się. Tak mają kociarze, niczego kociego nie przepuszczą. Nie zawsze jest to literatura przyjemna, więc zawsze odczuwam lęk, że natknę się na nieszczęścia kocie, przez które nie będę w stanie przebrnąć.

Tym razem opowieści kocie o wydźwięku pozytywnym, choć i w tym przypadku  życie nie jest usłane… myszami.  Riko, wraz z towarzyszką życia  Szarosrebrną mieszka przy rodzinie, na podwórku. Koty same muszą się troszczyć o siebie, potem o przychówek, choć czasem kobieta podrzuci coś do zjedzenia. Riko, kot wolny, patroluje okolicę, swoja łąkę w poszukiwaniu pożywienia. Los jednak potrafi być łaskawy, na sąsiedniej posesji wyrasta dom, do którego sprowadzają się nowi mieszkańcy. Na tarasie Riko znajduje miseczki z jedzeniem, od których nikt go nie odgania. Sprowadza więc rodzinę, a na działce wkrótce pojawia się domek, w którym może zamieszkać. Ludzie dbają o kocią gromadkę, dbają o jej zdrowie, pożywienie, ciepły kąt. W domu, u ludzi mieszka inny kot. To kot po przejściach, śpi na poduszkach, nie wychodzi do ogrodu, Riko mu zazdrości. Powoli pojawiają się inne koty, które zawsze mogą liczyć na wsparcie. Ale nieszczęścia zdarzają się i w takich szczęśliwych stadłach. Zwierzęta chorują, odchodzą, przepadają bez wieści. Mimo tego opowieść ma wydźwięk pozytywny, opowiada o kocich losach, kociej mądrości, wielkim przywiązaniu.

To książka mądra, wyważona, z pozytywnym przesłaniem. Opowiada o kotach, ale jest uniwersalna. Każe zastanowić się nad bezdomnym zwierzęciem, wesprzeć ,  udzielić pomocy w potrzebie, przygarnąć. Książka też uczy. Uczy kontaktu ze  zwierzęciem, rozmowy, odkrywania potrzeb, a przede wszystkim szanowania go. Kocie opowieści o Riko i jego stadku mogą być wspaniałą rodzinną lekturą.

Dziękuję wydawnictwu, za możliwość przeczytania tej naprawdę fantastycznej książki.

Towarzyszyły  mi przy lekturze – Rysia i Krecia.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:
– Polacy nie gęsi

Zaradna – Beata Kępińska

25.
Beata Kępińska – Zaradna
Wydawnictwo Zysk i S-ka
Rok wydania cop. 2012
ISBN 978-83-7785-054-1
Ilość stron 398

To  opowieść Marty, bo to ona jest główna bohaterką . Opowieść jest wielowątkowa i biegnie na dwóch płaszczyznach czasowych. Rozpoczyna się przy wybudzaniu się bohaterki z narkozy po mastektomii. Choroba zmienia jej dotychczasowe życie, każe się zastanowić nad przyszłością, bo zaradność, którą się wykazywała, zawiodła w obliczu choroby. Marta potrzebuje pomocy innych, a tego pragnie najmniej. Zawsze radziła sobie sama, teraz musi zdać się na córkę, z którą łączyły ją raczej luźne kontakty.

 Choroba skłania bohaterkę do rozliczeń z samą sobą, bo tytułowa zaradność jest w tym przypadku cechą negatywną, zaradność to współpraca z komunistycznym systemem, do której wciąga męża, skądinąd uczciwego człowieka. W szpitalu Marta poznaje Halinkę, skromną kobietę ze wsi, też doświadczoną chorobą, ale pełną empatii. Mimo choroby Halinka stara się być pomocna swoim współtowarzyszkom niedoli. Marta zaskoczona postępowaniem  Halinki, która obarczona dziećmi, chorą teściową, gospodarstwem  najmniej myśli o sobie. Nie wykazuje tej zaradności, którą wykazywała w celu wygodnego ustawienia się w życiu, Marta.  Dziwi to Martę, ale i każde jej się zastanowić nad swoim postępowaniem. Zaczyna dostrzegać potrzeby innych, pomagać.

Przyznam, że książka zaskoczyła mnie pozytywnie. Nie ma w niej epatowania nieszczęściem, graniu na emocjach. Autorka porusza w sposób niezwykle wyważony problemy, w tym tak drażliwy i wywołujący emocje, jak współpraca z reżimem. Każe się zastanowić, czy wszystkich należy mierzyć jedną miarą?  Żadna lustracja nawet najlepsza nie przyniesie ostatecznych rozwiązań, a żaden człowiek nie jest tak do końca zły. Marta dokonuje rozliczenia, stara się naprawić to co zniszczyła, wspomóc tych, którzy  tej pomocy potrzebują, a „zaradni” nie są.

Nie wiem, jakie autorka ma plany twórcze, ale kończąc czytać powieść odniosłam wrażenie, że planuje kontynuowanie dziejów Marty, jej rodziny i przyjaciółki Halinki. Wątki do końca nie zostają rozsupłane, jakby zawieszone. A może autorka w ten sposób wzmacnia poczucie, że ważne jest postępowanie „tu i teraz” bez względu na finał?  Jakie by plany autorki nie były, po książkę sięgnąć warto, bez względu na to jak ją nazwiemy. Jeśli to nawet babska literatura, to naprawdę interesująca, poruszająca problemy, które nurtują nas na co dzień i wzbudzają obawy,  to jednak ma  wydźwięk pozytywny.

Autorka debiutowała w roku 2011 powieścią „Sielsko i diabelsko”. „Zaradna” to druga powieść, ale jak sama twierdzi, w planach ma ich co najmniej pięć. Czekam zatem niecierpliwie nadzieję mając, że nie będzie to książka gorsza.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka

Przeczytane w ramach wyzwania czytelniczego:
Polacy nie gęsi